O bohaterstwie

Nie wiem jak oceniać dzisiejszą rocznicę, z jednej strony wspominane są wydarzenia przełomowe, które rozpoczęły na dobre polski marsz do upragnionej wolności, ale z drugiej strony mam wrażenie, że niestety zapominamy o architektach tamtych wydarzeń, a chyba powinniśmy im być wdzięczni za to czego dokonali.

Po Sierpniu 1980 "Solidarność" rozrosła się do ponad 10 mln członków, na jej czele stanął elektryk, który stwierdził "nie chcem, ale muszem" i dalej nasza historia mimo wszystko potoczyła się dobrze, nawet jeżeli na przeszkodzie stanął generał Jaruzelski wprowadzający stan wojenny.



Tak, to Lech Wałęsa stanął na czele "S", to on kierując milionowym tłumem tak to wszystko potrafił poukładać, że wiosną 1989 roku bezkrwawo (!) udało się odsunąć (częściowo, ale to i tak był sukces) PZPR od władzy. Pamięć i szacunek należy się także Annie Walentynowicz od zwolnienia której rozpoczęły się strajki w Stoczni.

Nie wolno dopuścić do tego, żeby historia została zmieniona, nie można wymazać Lecha Wałęsy i jego dokonań z historii Polski i polskiego bezkrwawego przewrotu, który był i jest ewenementem na skalę światową. Dlatego nie mogę słuchać bredni, które co jakiś czas opowiada pan Wyszkowski w jednej ze stacji telewizyjnych. Gdzie pan był panie Wyszkowski jak Lech Wałęsa stawał na czele "S", dlaczego to nie pan miał w sobie tyle odwagi, żeby stanąć na czele 10 milionów ludzi i poprowadzić walkę po swojemu? Ja wiem, że po tylu latach bardzo łatwo jest robić, to co pan, ale historii pan, ani nikt inny nie zmieni.





Trwa ładowanie komentarzy...